– Niewiadomo! Sfanatyzowani do szpiku. Dwadzieścia lat pracuję nad nimi, staram się i nic nie mogę poradzić, nic – żalił się po cichu. – A może ja poradzę. Wy tak liberalnie, po chrześciańsku z nimi, a ja spróbuję zwyczajnie, dubinuszką – zadzwonił gwałtownie. – Spróbujcie, Iwanie Iwanowiczu, spróbujcie
Cisza, spokój nic się nie dzieje siedzimy łowimy 麗 Całkiem nie tak dawno oddaliśmy serie dziesięciu filmów produktowych dla naszego
Zrobiłam tak jak kazała , nie będę się sprzeciwiać . Kiedy bracia przestali się w siebie wgapiać Brad zabrał głos - Lau nic się nie dzieje - powiedział spokojnym tonem - Nie zbywajcie mnie bo sama dowiem się o co chodzi - Nic się nie dzieje zrozumiałaś - syknął Dylan a mnie aż przeszły ciarki
Nie bójmy się po prostu usiąść i nic nie robić. Nawet 15 minut takiej przerwy potrafi tchnąć w nas nową energię, a już na pewno spojrzeć na sprawy z innej perespektywy. Co do całości książki mam mieszane uczucia, bo nie wszystko mi podeszło, więc moja ocena jest na poziomie 6/10.
. Nie wiem czy zauważyliście, ale w minionym tygodniu (24-26 września) w Birmingham w Wielkiej Brytanii odbyły się duże, międzynarodowe targi druku 3D? My nie zauważyliśmy… Tzn. wiedzieliśmy, że się odbywają, ale biorąc pod uwagę liczbę komunikatów prasowych, premier rynkowych i nowości, odnieśliśmy wrażenie jakby nic się tam nie wydarzyło… Ok., wrześniowe TCT to nie listopadowy formnext – nie ta ranga i skala imprezy, ale biorąc pod uwagę doniesienia z ubiegłych lat, wydaje się jakby branżę opanował jakiś marazm? Nigdy nie odwiedziliśmy targów TCT w Birmingham. Z jednej strony wydawało nam się, że są organizowane zbyt blisko formnextu (na którym z kolei musieliśmy być!) i obawialiśmy się, że część prezentowanych rzeczy będzie się po prostu powtarzać, a z drugiej w tym samym czasie zawsze działo się coś lokalnego w Polsce. Dlatego nie zamierzam się wypowiadać na temat samej oprawy targów, liczby wystawiających się na nich firm, czy odwiedzalności – to co zwróciło moją uwagę to znikoma ilość premier rynkowych, czy też w ogóle jakichkolwiek newsów! Lista atrakcji zaprezentowana przez oficjalny organ prasowy targów – TCT Magazine, wygląda następująco: debiut pełnokolorowej drukarki 3D Mimaki 3DUJ-553 na rynku brytyjskim i podpisanie umowy przez producenta z firmą Hybrid Services prezentacja drukarki 3D do metalu TruPrint 3000 przez Trumpfa premiera dwóch nowych materiałów do druku 3D oraz głowicy drukującej przez Ultimakera prezentacja systemu do kolorowania wydruków 3D wykonanych w technologii SLS przez DyeMansion nowy moduł do tworzenia symulacji wydruków 3D w metalu, w oprogramowaniu Magics autorstwa Materialise wprowadzenie przez Shapeways do oferty pełnokolorowych wydruków 3D z żywic wykonywanych na maszynach Stratasys J750 integracja technologii FDM do systemu Fabpilot autorstwa Sculpteo szereg umów dystrybucyjnych jakie zostały podpisane / ogłoszone na targach przez takie firmy jak XJet, Additive Industries czy Link3D. Szczerze…? Dobrze że tam nie pojechaliśmy… Jeżeli jedną z najważniejszych premier i nowości na targach tej skali jest premiera dwóch filamentów dla desktopowej drukarki 3D oraz dedykowanej głowicy drukującej, za pomocą której można je drukować, to znaczy, że idą wątłe dni dla osób trudniących się pisaniem artykułów na temat technologii przyrostowych. Jak tak dalej pójdzie, przyjdzie nam publikować testy śrubokrętów z GearBesta i żebranie o kliki w linki afiliacyjne… Wyprawa w poszukiwaniu nowych, ciekawych newsów o drukarkach 3D Rok temu opublikowałem na łamach portalu proroczy artykuł – „Idzie zima…„. Co prawda odnosił się on przede wszystkim do rodzimej branży druku 3D, ale myślę, że zawarte w nim przewidywania coraz bardziej zaczynają się odnosić do światowej branży w ogóle. Od kilku tygodni dyskutujemy w redakcji sensowność wyjazdu na listopadowy formnext…? Ma być on jeszcze większy niż poprzednio. Ma mieć rekordową liczbę wystawców. Ma go odwiedzić największa jak do tej pory liczba osób. Po prostu nie wiemy co wyjątkowego mielibyśmy tam zobaczyć? Kolejną największą i najszybszą maszynę do druku 3D z metalu, która nigdy nie zostanie zainstalowana w Polsce? Bardziej dokładną i szczegółową drukarkę 3D do żywic światłoutwardzalnych? Drukarki 3D XJeta, Mimaki, czy innego Desktop Metal, które kolejny rok będą przedstawiane jako nowości? A może tą nową drukarkę 3D do metalu HP, która trafi na rynek (może…?) w 2020 roku, a do Polski nie wiadomo kiedy? Cisza, spokój, nic się nie dzieje – oto obraz branży druku 3D na koniec września 2018 roku. Możliwe, że w listopadzie na formnext zobaczymy coś naprawdę niezwykłego? Coś przełomowego i rewolucyjnego? A możliwe, że nie… Redaktor Centrum Druku 3D przeglądający serwisy prasowe czołowych firm z branży druku 3D w poszukiwaniu interesujących materiałów do publikacji Zdjęcia: [1] [2] [3]
Tekst piosenki: Wczoraj usłyszeliśmy twój kawałek i dzisiaj jak już przestaliśmy się śmiać nagraliśmy naszą odpowiedź. W związku z tym czekamy do jutra na odpowiedź z twojej strony, inaczej uważamy beef za zakończony Nie będziesz w stanie Myślałeś, że jesteś zajebisty co kurwa ? CO ? Jesteśmy sporo inni od was, tylko kretyni stają na linii ognia, więc zostaw rap graj w statki rude boy ja mam rzadki talent, ty rzadkie gówno, CO ? Ja to populista, to dobre, kiedy to ty wycierasz w dissie chuja godłem lecz orzeł w koronie na niebie miasta wie, że nie warto nawet na ciebie nasrać CO ? Karalne groźby, błagalne prośby nie dadzą nic jak punche są banalne choćby y kurwa ej ty chuju do szczania, ty pewnie sikasz dupa, słowa uznania, CO ? Mogę zostać i Veganem chłopaków, w tym beefie mam na przeciw tylko buraków, Mez wie gdzie nakłuć, ja wiem gdzie żądlić Duże Pe działam na bydło jak wąglik ! CO ? Chujem w serce, nożem w plecy chyba nie można się bardziej ośmieszyć, moje rymy w jeden dzień to zżarły, dziś twoje święto - święto zmarłych CO ? Guru kretynów i durnych dziaciaków, me szanty były by lepsze od twego rapu, ale niektórzy jeszcze cię nie pierdolą, ci co wołają na Keiresa hip-hopolo, CO ? Czemu robisz Podlasiu przypał? W plecu nóż, co to za wiejska taktyka, znikaj, z butów ci wystaje słoma, ja to jeden na milion, ty jeden z miliona, CO ? U ciebie w mieście rządzą młodzi, Tetris, Pogo pokój, wiesz o co chodzi, mały szok, biały stop, przejmie ci rap dla nas zostanie scena, dla ciebie tyra, CO ? Stoczyłeś się na dno to skończone, Co to za diss, że jestem żydomasonem, skomentuje to tak - jak rap to polityka ty to bękart Leppera i Ojca Rydzyka. CO ? Parada równości to plagiat, brak ci własnych wersów co za żenada, groza że nadal chcesz się ośmieszać wioząc się przy tym na plecach Mesa, CO ? Nie pomogą ci poranne modły, czy to że zapinasz każdą pannę w odbyt, nie jesteś dobry, w sumie sam już nie wiem czy byłeś w Jeden Osiem czy w Jeden Siedem, CO ? Twój diss to istne arcydzieło, jeżeli ja to przeziom, ty to kurwa przełom, nie jedŹ DJ'om bo znamy fakty, u nas na koncertach skaczą ludzie, u was kompakty, CO ? Z tym flow i wokalem na scenie możesz reklamować zioła na zatwardzenie, coś jak "Cześć jestem Piszek, a w życiu pomaga mi lekarski mniszek" CO ? Nie nazywaj mnie pizdą popu to prawdziwy hip-hop - Cisza i Spokój, a ciebie jara Hop Kids z Clicka pewnie, bo mieli super gostrajdera Piha, CO ? Remik nas na nic nie wjebał, z kondomem w dupie budzisz się ty i kolega, rap dla ciebie to zamknięty rozdział, ale może zechce cię Zamknięty Oddział, CO ? Ludzie nie wierzą co za kretyn wbija chuja w serce, bo go nie chcą kobiety, mówiłem już, ale powiem znowu, jak stoję na dnie, ty w nie pukasz od spodu, CO ? Ja na was beef a mnie to nudzi, McPih się znów ośmieszył - z czym do ludzi, budzisz litość nie użalaj się nad losem, Cokolwiek, to takie gorsze Jeden Osiem, CO ? Bez honoru, bez godności, nożem w plecy to jakiś dowcip, teraz widać, że prawda jest taka nie dorastasz do pięt honorowi warszawiaka, CO ? Prawda jest taka, że nawet uroiłeś sobie, że mam przejebane w Warszawie, że pewnie to samo tyczy się Spoxa, jest zupełnie inaczej, obczaj. Bo ty nie jesteś stąd, dlatego jechać po nas to błąd, Taka jest prawda, nie znasz tego miasta, znasz 3 osoby, a u 300 masz przejebane tutaj, znajomi się śmiali, że dostałeś wpierdol już w każdej dzielnicy Warszawy, ulicznik kurwa, nóż w plecy.. może strzał w tył głowy jak NKWD chuju ? co ? Zajebisty jesteś.. i ty mi mówisz, że ja byłbym jednostką dyspozycyjną co ? a tak dla twojej wiadomości - dzwonił do nas Małysz i powiedział, że możesz nam skoczyć co najwyżej, Wielu rzeczy jeszcze nie wiesz, możesz się zdziwić proszę ja ciebie, a właśnie, słyszeliście scratche w kawałku Piha ? człowieku, gdzie masz DJ'a ? Kiedy ostatnio cię z nim widziano? 15 lat temu ? Nigdy ? Pihuj zwykły chłopak z Podlasia... Pihuj zwykły chłopak z Podlasia...
fot. Adobe Stock, Viacheslav Lakobchuk – Znowu?! Przecież to jakieś szaleństwo! Czy oni kiedyś skończą ten remont? – w sobotni ranek, kiedy miałam zamiar wreszcie się wyspać i odpocząć, obudził mnie wibrujący dźwięk wiertarki. Spojrzałam na zegarek – niedawno minęła ósma. Nasz sąsiad chyba zwariował; dopiero co skończył dwumiesięczne kucie, które doprowadziło mnie do białej gorączki, i już miałam nadzieję, że wreszcie będzie cisza, a teraz znowu zaczyna?! A może ci dwaj panowie, których wynajął dla oszczędności zamiast porządnej ekipy, spartaczyli robotę i teraz będzie po nich poprawiał? Kolejne dwa miesiące, o nie… „Wrrr… wrrr…” – w tok moich rozmyślań znowu włączyła się wiertarka. Tymczasem mój mąż przewrócił się na drugi bok, jakby nie działo się nic strasznego. Trąciłam go i scenicznym szeptem powiedziałam: – Kochany, błagam, idź ich zabić! Ale Piotrek tylko coś mruknął pod nosem i po chwili znowu słyszałam jego miarowy oddech. Szczęściarz, potrafił spać w każdych warunkach, nie to co ja. Budził mnie każdy szmer, a dźwięk nieco głośniejszy wyprowadzał z równowagi. Wiertarka co prawda ucichła, ale co z tego: byłam tak wściekła z powodu pobudki, że nie potrafiłam już zasnąć. Nie chciało mi się jednak wstawać i, żeby się trochę uspokoić, postanowiłam wykorzystać choć część tego poranka. Uchyliłam lekko roletę i wzięłam książkę, którą zaczęłam czytać kilka dni temu. Przez ten czas doszłam zaledwie do drugiego rozdziału, bo ciągle nie miałam czasu. Świetnie, teraz poczytam ze dwie godzinki bez wyrzutów sumienia, że powinnam się czymś zająć. Powoli odpływałam w świat, w którym wciąż świeci słońce, a ludzie się kochają, już prawie zapominałam o porannym remoncie, kiedy… – Mamoooo! Bo Helenka znowu mnie bijeeeee! – dobiegło zza drugiej ściany. Nieduże mieszkanie niedawno wynajęło młode małżeństwo z dwójką dzieci. Miła para, uśmiechnięci i kłaniali się zawsze pierwsi na schodach, ale dzieciaczki – masakra. Chyba bezstresowo chowane; ciągle biegały, tupały, darły się tak głośno, że codziennie wiedziałam, co dzieje się w oglądanej właśnie bajce. Rodziców za to nie słyszałam nigdy; chyba cicho tłumaczyli pociechom, że tak nie można się zachowywać. Te małe potwory całkiem weszły im na głowę! – Daj im spokój, to ich dzieci i ich metody – ucinał Piotr, kiedy kilka razy zasugerowałam, żebyśmy poszli do sąsiadów i wytłumaczyli im, żeby byli w stosunku do dzieci bardziej stanowczy. Bo wśród takich wrzasków nie da się przecież żyć, a co dopiero odpoczywać. – Ale to on zaczął! – odwrzasnęła za ścianą Helenka i chyba przyłożyła bratu, bo ten najpierw zaczął głośno płakać, a potem czymś rzucił. Huknęło, jakby co najmniej spadła półka. Mój mąż otworzył jedno oko. – Ja tego dłużej nie zniosę – prawie się rozpłakałam. – Jak ty możesz być spokojny w takim hałasie? Z mojego sobotniego odpoczynku nici, a miałam leniuchować do południa. – Włóż sobie zatyczki, przecież kupiłem ci kilka par. To naprawdę pomaga – odpowiedział, nie rozumiejąc moich męczarni. Wiedziałam, że dalsze marudzenie nie ma sensu, sięgnęłam więc na półkę pod stoliczkiem i ugniotłam w ręku pomarańczowe stożki. Czekając, aż się rozszerzą w uszach powoli się uspokajałam, bo harce dzieciaków zza ściany słyszałam coraz mniej, kiedy zawyła karetka. Sygnał wdarł się tak nagle, że prawie podskoczyłam na łóżku. Wyła i wyła, zanim wyjechała z naszej uliczki na główną drogę. Właśnie mścił się na mnie pomysł zamieszkania na cichszym osiedlu na uboczu; garby spowalniające na drodze powodowały, że ambulans wyjeżdżał poza zasięg głośnego wycia wyjątkowo długo. Już nawet nie potrafiłam się wściekać Zwlokłam się z łóżka i poczłapałam w kierunku kuchni zrobić kawę, patrząc przy tym z zazdrością na męża, który znowu równo pochrapywał. Niech śpi, na zdrowie, umówiliśmy się wieczorem z paczką starych znajomych, przynajmniej będzie chłop wypoczęty. Nie to co ja. – Piotrek jak młody bóg, w swoim żywiole – zauważyła wieczorem nasza stara koleżanka. – Nie to co ty. Coś się stało, że tak źle wyglądasz? Chyba nie jesteś chora? – przestraszyła się. – E, to nic takiego – odpowiedziałam. – Tylko ciągle nie mogę się wyspać ani odpocząć, bo albo ktoś krzyczy, albo wierci, albo coś wyje. Te wszystkie miejskie hałasy chyba się na mnie uwzięły. – Znowu? Tu też? – wyrwało się Ewce. W poszukiwaniu sielskiego spokoju zmienialiśmy mieszkanie kilka razy, ale ciągle coś było nie tak. W nowych blokach mieszkało dużo rodzin z małymi dziećmi, w starych – wciąż coś się psuło, więc jak jeden sąsiad skończył remont, zaczynał następny. Przy ulicach hałasowały samochody, ale kiedy znajdowałam lokum z dala od nich, ciesząc się z zieleni pod oknem, bladym świtem budziły mnie warczące kosiarki. I nawet na końcu osiedla, gdzie nie powinno wjechać już nic, nie przewidziałam, że co kilka dni pod moim oknem będzie parkować śmieciara, a panowie przytaczać do niej wielkie kosze, po które przecież nie mają jak dojechać. Tylko czemu o siódmej rano i czemu przy tym tyle gadali! Z czasem zaczęły mnie irytować nawet emerytki spotykające się na porannych spacerach z psami. Dlaczego one tak głośno rozmawiają, czy nie zdają sobie sprawy, jak się niesie głos po cichej o tej porze okolicy? Jakieś dwa lata temu odłożyliśmy z mężem na wkład własny, stać nas było na kredyt i zakup niedużego mieszkanka. Ale ja się uparłam, że się wstrzymamy, póki nie znajdziemy idealnego miejsca. Bo co, jeśli znowu się okaże, że nie da się tam żyć, a my będziemy zadłużeni i nie będziemy mogli się wyprowadzić? I tak, testując lokalizacje, wynajmowaliśmy kolejne mieszkania w różnych częściach miasta. Przez dziesięć lat naszego studenckiego związku, a potem małżeństwa, przeprowadziliśmy się sześć razy. A ideału jak nie było, tak nie ma. – To może powinniście się wynieść na wieś – zawyrokowała w końcu Ewka. – Mielibyśmy co prawda do siebie dalej, ale przynajmniej jakbyśmy was odwiedzali, moglibyśmy spędzić czas w spokoju na świeżym powietrzu – rozmarzyła się. Szkoda, że nie wie, co mówi. Wychowałam się na wsi i dzieciństwo rzeczywiście wspominam jako sielskie, ale to było kiedyś. Świat się zmienił i na drogę, na której kiedyś z koleżankami grałam w zbijanego, dzisiaj żaden rodzic nie wypuści dziecka samego, bo samochody śmigają jeden za drugim. Hałasują maszyny w obejściach, wielkie chłodziarki przyjeżdżające odebrać mleko, wyje muzyka, którą młodzi puszczają z wypasionych głośników, a latem przez otwarte okna bardziej niż śpiew ptaków słychać telewizory sąsiadów. Dziękuję bardzo za takie przyjemności. – Chyba dopiero na cmentarzu nic mi nie będzie przeszkadzać – powiedziałam ponuro, na co Ewka z wrodzonym wdziękiem zareagowała: – Ej, dziewczyny i chłopaki, słyszeliście? Kaśka chce zamieszkać na cmentarzu ! Wszyscy oczywiście zaczęli się natychmiast z tego pomysłu albo śmiać, albo żartować, że jeszcze nie powinnam się tam spieszyć. Ale właściwie – dlaczego nie? Przecież w mojej rodzinnej wsi cmentarz zaczynał się zaraz za domami, podwórka ostatnich właściwie przylegały do muru i widać z nich było nagrobki. Ale nikomu to nie przeszkadzało, bo tak było od zawsze. Ba, z czasem wieś się rozrosła i kolejne nowe domy pojawiły się także po drugiej stronie nekropolii. – W wielu krajach to nic niezwykłego – odezwał się jeden z naszych kolegów, którego pasją są podróże po świecie i zawsze opowiada o nich jakieś ciekawe rzeczy. – Na przykład w Danii widziałem stary cmentarz, na którym bawią się dzieci, bo jest tam spokój i dużo zieleni. A niedawno czytałem, że gdzieś można nawet kupić historyczny dom dozorcy wbudowany w mur cmentarny i ma takie wzięcie, że chętni prawie się o niego biją! Gdybym miała wystarczająco dużo kasy, sama bym się biła. Stare mury, kamienne ściany, dużo zieleni i cisza – mój ideał! Chłopcy podeszli do sprawy racjonalnie i jeden po drugim zaczęli sobie przypominać wizyty u dziadków albo wujów pod miastem i domy zbudowane niedaleko cmentarzy. Dziewczyny były bardziej emocjonalne i rozmowa zeszła na… duchy. – Nie mów tylko, że nie bałabyś się mieszkać w takim miejscu – zaczęła Julka patrząc na mnie podejrzliwie. Ale ona zawsze była strachliwa, aż cud, że nie boi się wychodzić z domu. Jej siostra, może żeby jej dokuczyć albo przestraszyć jeszcze bardziej, natychmiast opowiedziała historię z dzieciństwa o duchu na wsi dziadków. Otóż mężczyzna, który zmarł młodo i chyba nie chciał wciąż odejść z rodzinnych stron, regularnie pojawiał się w wielkim krzewie głogu przed swoim domem. Na wsi nie było nikogo, kto by go tam nie zobaczył, a dzieciaki bały się przechodzić tamtędy same. Efekt uboczny był taki, że głóg wyrósł wyjątkowo dorodny i piękny, bo nikt nie śmiał go dotknąć ani tym bardziej ściąć. – Mój dziadek opowiadał jeszcze dziwniejszą historię – odezwał się ktoś inny. – Jego kolega upił się i wracając wieczorem wozem wpadł do stawu. Dziadek się zarzekał, że kiedy przechodził obok, widział tamtego jak jedzie wozem. On i koń wyglądali jak żywi, ale poruszali się z pół metra nad ziemią. Dziadek mówił, że nie wie jakim cudem dobiegł do domu, a kiedy go babcia zapytała co się stało, nie mógł z siebie wykrztusić słowa. Posypały się kolejne opowieści z duchami w tle, jedna straszniejsza od drugiej. – I co, nadal chciałabyś zamieszkać przy cmentarzu? – przebiła się w końcu Ewka. Wszystkie oczy skierowały się na mnie. – To tylko takie bajanie – odpowiedziałam. W przeciwieństwie do moich wychowanych w miastach znajomych, nie bałam się zmarłych. Bo dawniej na wsi śmierć traktowano naturalnie, ludzie umierali w domach, leżeli w otwartych trumnach, żeby sąsiedzi mogli się z nimi pożegnać, a potem jeszcze byli odprowadzani przez wszystkich na cmentarz. Sama pamiętam, jak całowałam rękę zmarłego dziadka i nie wydawało mi się to ani trochę dziwne. Kiedy jednak zmarła ukochana babunia, byłam już starsza, sama nasłuchałam się różnych strasznych opowieści o duchach i zaczynałam się bać. Babcia leżała w otwartej trumnie trzy dni, popołudniami i wieczorami schodzili się ludzie na modlitwy, a na noc trumnę wynoszono do zimnego spichrza. Jednego wieczora, kiedy kilka sąsiadek zostało, ciocia poprosiła, żebym przyniosła z tego spichrza ciasta. W ten sposób przestałam się bać zmarłych – Ale ja się boję ducha – pisnęłam. Na co moja mądra ciocia odpowiedziała: – Skoro babcia nie zrobiła ci nic złego za życia, to myślisz, że zrobi ci po śmierci? A nawet gdyby wstała? Nie chciałabyś, żeby tak było? W ten sposób raz na zawsze przestałam się bać zmarłych i duchów, a wszystkie opowieści o zjawach włożyłam między bajki. A teraz coraz bardziej zaczęłam rozmyślać nad znalezieniem cichego domu gdzieś niedaleko cmentarza. Na szczęście Piotrek podszedł do tego racjonalnie: – Skoro będziesz się w nim wreszcie dobrze czuła, to jestem za. Mając nadzieję, że w końcu wszystko się ułoży, z energią zabrałam się za poszukiwanie nowego lokum. O dziwo, szybko okazało się, że możemy je nie tylko wynająć, ale nawet kupić. I to większe, niż pierwotnie zakładaliśmy. Nikt nie chciał mieszkać po sąsiedzku z cmentarzem i domy wystawione na sprzedaż były tańsze od innych. Szybko znalazłam zieloną oazę na obrzeżach miasta – stare gospodarstwo z ogrodem, sadem i drewnianym domem w świetnym stanie. Co prawda pierwszej nocy coś skrzypiało, ale szybko namierzyłam źródło. Wystarczyło naoliwić zawiasy w drzwiach do małego pokoju, żeby się pozbyć uciążliwego dźwięku. Niedługo potem obudziło mnie drapanie. „Czyżby jednak koleżanki miały rację?” – pomyślałam, ale tylko przez chwilę. Byłam tak zdesperowana, żeby tu zostać i tak bardzo chciałam udowodnić mężowi, że to nasz raj na ziemi, że sama zaczęłam szukać, co je powoduje. Nie było to łatwe, bo hałas pojawiał się w różnych częściach domu i kiedy już mi się wydawało, że słyszę go z kuchni, nagle przenosił się do łazienki. „No, Kaśka, myśl racjonalnie. Przecież duchy nie byłyby tak głupie, żeby straszyć tam, gdzie się ich spodziewają” – dodawałam sobie otuchy. Sprawa wydała się przypadkiem. Kiedy pewnego wieczora zgłodniałam, poszłam do kuchni zrobić kanapkę i otworzyłam chlebak, zwiała z niego mała myszka. Czmychnęła do szafek, a za nimi pewnie gdzieś pod podłogę; hałasowała przy tym tak, jakby rzeczywiście żyła tu jakaś potępiona dusza. Być może dlatego kupiliśmy ten dom tak tanio… Myszkę postanowiłam oswoić i obłaskawić. Zwabiłam ją do starej komórki i dbam, żeby zawsze miała tam coś pysznego do jedzenia. Od tego czasu nie tłucze się niepotrzebnie po całym domu. A ja mam wreszcie w nim swój wymarzony azyl i idealną ciszę. W końcu i inni uwierzyli, że miałam rację powtarzając: „To żywi są uciążliwi, a nie zmarli”. Czytaj także:Radzimir kazał zmienić żonie nawet imię, żeby nikt się nie dowiedział, że to sklepowa ze wsiPoszedłem na pogrzeb kolegi tylko po to, żeby spotkać swoją dawną ukochanąPo śmierci siostry adoptowałam córkę. Nie kochałam jej, ani nawet nie lubiłam
Odpoczynek dla ciała i umysłu, głęboki sen, radość z chwili ciszy, czas dla siebie samego... W dzisiejszym świecie takie momenty to towar niemal luksusowy. Jeśli jednak chcesz zadbać o swoje zdrowie psychiczne, powinieneś pamiętać, jak ważne są cisza i i spokój to dwa niezwykle cenne zasoby, które stały się w obecnych czasach rzadkością. Są luksusem, na który możemy sobie pozwolić tylko wtedy, gdy pozwala nam na to grafik. Warto jednak przypomnieć sobie, że chwila ciszy nie powinna być postrzegana jak coś to jedna z podstawowych potrzeb, jakie musimy zaspokoić dla własnego zdrowia psychicznego. Słynny rzymski poeta Owidiusz trafił w sedno mówiąc, że życie bez odpoczynku szybko blednie. Przemęczenie i ciągły stres stopniowo niszczą nasze zdrowie i obniżają jakość z nas mieszka w miejscach, gdzie nieustannie słychać jakiś hałas. Dobiegają nas odgłosy ruchu ulicznego, rozmów, dźwięków różnych urządzeń, telewizji czy też nieustanny szum jesteśmy czasem tego świadomi, ale nieustanne bodźce dźwiękowe wprowadzają nasz mózg w stan podwyższonej aktywności. Mogą nawet wpłynąć na nasz nastrój i sprawić, że będziemy odczuwać zmęczenie bez wyraźnego powodu albo nie będziemy w stanie się na niczym większość z nas uznaje taki stan za normalny i uważa, że nic nie da się z tym zrobić, to nie ma to żadnego związku z od nowa się nauczyć, że w świecie, w którym jesteśmy ze wszystkimi połączeni i w którym docierają do nas nieustannie różnorodne bodźce, sami musimy świadomie zadbać o to, by cisza i spokój były obecne w naszym życiu każdego i spokój to pokarm dla umysłuZ przepracowania można umrzeć. Obecnie nie ma w języku polskim słowa, które określałoby ten koncept, ale istnieje ono już w innych językach. Na przykład w Japonii funkcjonuje słowo karoshi, w Chinach gualaosi, a w Korei wysoce rozwiniętych krajach, gdzie w życiu chodzi głównie o zarabianie pieniędzy i produktywność, cisza i spokój to idee, które niemal zniknęły z kultury i codziennego snu i stres nie są bezpośrednią przyczyną śmierci, ale w wyniku przepracowania i przemęczenia związanego z niewystarczającą ilością snu wzrasta liczba chorób i samobójstw. Ludzie są tak zmęczeni i zdesperowani, że nie widzą innego rozwiązania poza odebraniem sobie Zachodzie wygląda to nieco inaczej. W Europie i obydwu Amerykach wskaźniki przepracowania i samobójstw nie są tak wysokie. Istnieje jednak powiązanie pomiędzy zbyt dużą ilością godzin pracy a chorobami serca, depresją, stresem i mówi dr Michael Roizen z Cleveland Clinic, “Ze wszystkich dobrych nawyków zdrowotnych, sen jest tym najbardziej niedocenionym.“Dlaczego cisza i spokój są tak ważne?Badania wskazują, że nieustanny hałas może negatywnie wpłynąć na zdrowie i wyników badań opublikowanych w 1975 r. w Environment and Behavior Magazine dowiadujemy się, że dzieci z Manhattanu, które chodziły do szkoły nieopodal metra wykazywały podczas testów wiedzy niemal roczne opóźnienie w stosunku do swoich to niepokojące odkrycie, szczególnie, że tak wiele dzieci mieszka obecnie w środowisku hałas nie jest jednak jedynym elementem zakłócającym nasz spokój i wpływającym negatywnie na mózg. Istnieje jeszcze jeden rodzaj szumu, który cały czas słyszymy i jest to nasz dialog potok myśli, zmartwień i zastanawiania się co by było gdyby to elementy, które nieproszone zabierają głos. Ten rodzaj hałasu również jest szkodliwy dla naszego zdrowia – cenne dobro i darmowy lekZ przeprowadzonych przez doktora Davida Geffena z Uniwersytetu Kalifornijskiego badań wynika, że brak snu ma tak samo negatywny wpływ na mózg, jak spożywanie nadmiernej ilości wyniku przemęczenia neurony nie porozumiewają się tak efektywnie, jak powinny. Mamy trudności z koncentracją, jesteśmy mało wydajni, cierpimy na huśtawki nastroju i jesteśmy mała ilość snu bardzo źle wpływa na nasz stan psychiczny. Mimo tego bardzo wiele osób w dzisiejszych czasach nie dba o higienę snu. Nasze mózgi są nieustannie stymulowane ekranami, niebieskim światłem i szybkim trybem już kładziemy się spać, mózg nie potrafi szybko przestawić się na tryb relaksu. Nasz odpoczynek nie zapewnia takiej regeneracji, jaką wygląda źle, a na naszym braku snu bogacą się kolejne firmy. Sprzedają nam ciszę i spokój w tabletkach lub urządzeniach. Można już kupić monitory snu, specjalne opaski sprawdzające aktywność mózgu, czy też środki farmaceutyczne pomagające szybciej zasnąć. Możesz też wybrać się do specjalnego spa, w którym w wyjątkowych warunkach zasypiasz w kilka musisz padać ofiarą tych sztuczek i ani płacić za zabiegi i leczenie. Wystarczy, że na co dzień będziesz pamiętać, że cisza i spokój oraz regeneracyjny odpoczynek są niezbędnym elementem nie zapewni ci tych elementów, bo jest nastawiony na szybką informację, mnóstwo bodźców i kradzież Twojej uwagi. Spokój to życie, a cisza to zdrowie. Daj sobie codziennie w prezencie te dwa lecznicze może Cię zainteresować ...
cisza spokój nic się nie dzieje